UWZGLĘDNIANE W ROZMOWIE

Pamiętajmy, żeby w rozmowie nie używać ogólników, bo one po pierwsze nie są prawdziwe, a po drugie nic nie wnoszą do rozmo­wy. Zdania typu: Bo ty zawsze jesteś taki… Są nieprawdziwe. Choćby raz zdarzyło się inaczej, to określenie -zawsze — już nie jest prawdą. To, że coś zdarza się zbyt często, uogólniamy: bo ty zawsze, bo ty nigdy. Nie róbmy tego. Mówmy o konkrecie: Dzisiaj stało się to, co mnie bardzo boli. To nie był odosobniony przypadek, to się zdarza częściej.Przekaz powinien uwzględniać psychikę drugiej strony i jej możliwości przyjęcia uwag. Załóżmy, że mam powiedzieć mo­jej żonie coś, co będzie dla niej bardzo trudne do przyjęcia, ale z miło­ści do niej muszę jej to powiedzieć, bo to jest naprawdę ważne. Mój przekaz nie może być jednostronny – negatywny. Stawiam ją wtedy w sytuacji, że ona nie może tego przyjąć. Blokuje się i odpowiada: A wcale nie, bo to ty itd. Natomiast jeżeli powiem prawdę, że: Ty wiesz, jak jestem ci wdzięczny za to wszystko, co robisz w domu z dziecia­kami, ja może niedostatecznie ci to okazuję, ale wiesz jak bardzo jestem ci za to wdzięczny, jak się z tego cieszę. Ty wiesz, że gdybym się miał ożenić ponownie po tych osiemnastu latach, ożeniłbym się z tobą… i jeszcze parę zdań prawdziwych, przypominających, że jest dobra, jest kochana, jest wartościowa. I na tym tle: a w tym wszyst­kim to jedno bym chciał zmienić… A więc wielostronny przekaz zawierający najpierw podkreślenie dobra i dopiero po tym zwrócenie uwagi na to, co złe. Takie postawienie sprawy daje zwykle motywację do wzięcia się za naprawianie zła.

KLAROWNY PRZEKAZ

Wiemy, jak to „osiołkowi w żłoby dano” w jeden owies, w drugi siano. Nie mógł się zdecydować biedaczyna. Nawet gdyby sięgnął po to gorsze, to skutek byłby lepszy niż zdechnięcie z głodu wśród jadła. Czasem decyzję trzeba podjąć, może nie najlepszą, ale podjąć lecyzję na dziś, nie odkładać. To jest też chyba jakaś nasza trud­ność kulturowa. My od dziecka nie jesteśmy zmuszani do podejmo­wania decyzji. Jedynie mądrość rodziców może tu pomóc.Wreszcie jest ważne, żeby sobie uzmysłowić na początku rozmowy, o czym chcemy rozmawiać. Wybrać sobie jedną, kon­kretną sprawę do załatwienia. Bo w przeciwnym razie może rozmowa potoczyć się tak, że my „załatwimy” nie sprawę a osobę. Wreszcie ją mamy, to jej nawrzucamy wszystko: i to, i tamto, i jeszcze coś, wy­garniemy wszystkie żale. Ona zaczyna płakać, w ogóle nie rozumiem dlaczego. W dobrej wierze zacząłem rozmowę, tak szczerze chciałem powiedzieć o swoich bólach, o swoich chęciach naprawienia, a ona blokuje się i mówi: Widzę, że jestem do niczego. Skoncetrujmy się na jednej sprawie i powstrzymajmy pokusę załatwiania wszystkiego jedną rozmową.Nie zapominajmy, że przekaz nie jest do końca klarowny, nie do końca nadawca jest przezroczysty i że odbiór nie zaw­sze jest dostatecznie empatyczny, a odbiorca dostatecznie wrażliwy. Przypominanie sobie o tym bardzo ułatwia rozmowę, zwiększa cierpliwość słuchania i tłumaczenia sobie nawzajem subtelności.

WARUNKI ZEWNĘTRZNE

Do warunków zewnętrznych należy i to, że poważnych roz­mów nie odbywa się późnym wieczorem, gdy zmęczeni leżymy już w łóżkach. Jedno zaśnie, drugie się będzie denerwować, że w najważ­niejszym momencie rozmówca zasnął. Nawet nie wie, co przed za­śnięciem zdążył usły­szeć. Bez sensu.Siądźmy na twar­dych krzesełkach, na przeciw siebie.Siądźmy, zapalmy świecę, postawmy w zasięgu ręki her­batę, może jakieś ciasteczko, byle nie za dużo, bo to potem za dużo się tego pogryza. W każdym razie tak siądźmy, żebyśmy nie musieli wstawać i żebyśmy by U w ja­kiejś takiej sympa­tycznej atmosferze, która ma wielki wpływ na zdobycie się na otwartość, na po­wiedzenie rzeczy trudnych o sobie. Przecież to nie jest łatwe – ujawnianie swojej słabości, swojego bólu.Musimy mieć czas na rozmowę. Jeżeli za pięć minut coś ma się wydarzyć, nie siadajmy do rozmowy, to nie ma sensu. Dobra po­rozmawiajmy, ale wiesz, ja muszę włączyć telewizor, za dziesięć mi- iut jest mecz. Albo sobie podarujemy ten mecz, albo przełożymy rozmowę. Nie ma sensu spieszyć się w takich rozmowach.Natomiast również niedobrze jest za długo odkładać roz­mowę. Decyzja odkładana wcale nie musi być lepsza, często jest gor­sza.

DRAMATYCZNE SYTUACJE

Przecież sytuacje dramatyczne, w których naprawdę czasem nie wiadomo jak pomóc, sytuacje rozwodowe, to są sytuacje, które nara­stały tygodniami, miesiącami, latami. Nieraz setki razy oni chodzili spać zagniewani na siebie coraz bardziej. Aż wreszcie powstało takie piekło w domu, że już naprawdę nie wiadomo jak im pomóc. To, co się wydarzyło pierwszego dnia, jakaś przykrość, byłaby przy nie­wielkim wysiłku dość łatwa do „przeskoczenia” , już jutrzejszy dzień zaczynalibyśmy z czystym kontem. Nawet jakby się znowu coś przy­krego przydarzyło, to znowu dość łatwo byłoby to w sobie przełamać.Nie bez znaczenia jest miejsce, w którym siadamy do roz­mowy. To nie może być w obecności świadków, tego nie trzeba chyba komentować; to musi być miejsce, w którym mamy poczucie jakiegoś wyłączenia z otoczenia. To nie może być tak, że siadamy do rozmowy, a telewizor cichutko sobie „gra”, może coś ciekawego będzie. Zupełny bezsens. Zwłaszcza mężczyzna nie jest w stanie pro­wadzić rozmowy, bo przez chwilę rozmawia, a przez chwilę patrzy na telewizor, potem znowu próbuje rozmawiać. Nie może dwóch rzeczy naraz robić. I dlatego nawet namawiałbym, żeby wyłączyć telefon. W końcu nic się wielkiego nie stanie. W tej chwili jest technicznie nowa możliwość, przy telefonach z sekretaiką, niech się nagra – jak ważne, to oddzwonimy. Ważne by mieć zagwarantowane, że to jest czas dla nas i nikt nam nie będzie przeszkadzał.

W GRONIE LUDZI WIERZĄCYCH

Jesteśmy w gronie ludzi wierzących. Na pewno kapitalnym momentem na rozpoczęcie rozmowy, powiedzmy okolicznością sprzyjającą rozpoczęciu rozmowy, jest wspólna wieczorna modlitwa. Mówię wieczorna, bo wtedy wiele sytuacji przeszkadzają­cych w rozmowie odpadnie, nikt nam nagle nie wejdzie, nie ma już często niepotrzebnego szumu dnia. Gdyby tak wszystkie małżeństwa katolickie w Polsce codziennie klęknęły wieczorem i wspólnie wypo­wiedziały słowa Modlitwy Pańskiej w szczególności: I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy… Nikt – jestem przekonany – nie klęknie do modlitwy, chcąc żonie „sztylet pod żebro wbić” i nie powie: i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy, trwając w niechęci, gniewie. Trzeba coś w sobie wcześniej przełamać. Gdybyśmy codziennie tę drobną niechęć wynikłą z jakiegoś tam przypadku, z jakiegoś tam zdarzenia, do którego w ciągu dnia doszło, wieczorem, co dzień wieczorem, przełamywali, to nie byłoby miejsca na głębokie rozdarcia w małżeństwach, naprawdę nie byłoby miejsca. Ogromnie mądra rada św. Pawła, który mówi: Niech słońce nie zachodzi nad zagniewaniem waszym. Nie połóżcie się spać za­gniewani. Gdybyśmy z tej rady skorzystali, o wiele szczęśliwsze by­łyby małżeństwa.

MUSI BYĆ ATMOSFERA

Jak zrobić, żeby nasze rozmowy, które mamy podejmować, były dobre? Trzeba spełnić parę warunków. Przede wszystkim musi być atmosfera, w której oboje chcemy rozmawiać. Nie może być tak, jak się niestety zdarza, że jedna osoba zmusza drugą do rozmo­wy, skazując z góry wynik rozmowy na -co najwyżej- kiepski. Im rozmowa jest trudniejsza dla nas, tym bardziej musimy być na nią zdecydowani, musimy chcieć podjąć tę rozmowę. Nie jest to łatwe. Ale zmuszanie do rozmowy jest pozbawione sensu. To będzie na pewno monolog, który spowoduje tylko dalsze blokady, urazy. Musi być atmosfera, w której rny sobie ufamy, szczególnie cho­dzi o to, by kobieta nie bała się, że mężczyzna wykorzysta swo­je możliwości tworzenia tych ciągów przyczynowo-skutkowych, do tego, żeby jej coś udowadniać. Ona może podjąć rozmowę gdy ufa jemu, że on wykorzysta swój intelekt, swoje możliwości po to, żeby im wspólnie pomóc, żeby zinterpretować to, co ich boli, żeby uniknąć na przyszłość przykrości. Jeżeli kobieta mężczyźnie nie ufa, to nie podejmie rozmowy, a jeżeli nawet podejmie, to nie będzie się chciała otworzyć, swego wnętrza ujawnić. Ta rozmowa będzie po prostu płytka i bezwartościowa.

 

ZAPOBIEGANIE NIEPOROZUMIENIOM

Żeby zapobiec głębokim nieporozumieniom, trzeba za­pewnić sobie informację zwrotną. Należy pytać: czy ja dobrze zrozumiałem, o co ci chodzi? Ona coś mówi, a ja na to: Aha, rozu­miem. Chodziło ci o to, o to i o to. Ona odpowie: Ależ nie. I od nowa tłumaczy: Chodziło mi o to, o to. – Aha, teraz już dobrze rozumiem, chodziło ci – i nazwę to swoimi słowami: o to. Ona: No, trochę cie- piej, ale jeszcze nie to. I tak po kilku „podejściach” mniej więcej wie­my, o co naprawdę chodzi.Oczywiście para, która się dhigo zna, która się często porozu­miewa, dochodzi do tego, co się czasem potocznie nazywa „porozumieniem bez słów” lub prawie bez słów. Ale to nie bierze się jako dar z nieba, to w zasadzie musi być wypracowane lub przy­najmniej wspomagane ciężką pracą.To, że można w zupełnie inny sposób odebrać inteneje nadawcy, nawet wbrew oczywistym faktom, to koniecznie trze­ba zapamiętać. W związku z tym znowu kawał z brodą. Ja go ze swojego dzieciństwa pamiętam. Rzecz dzieje się w czasie wojny i sytuacja taka, że: jedzie w przedziale kolejowym matka z osiemnasto­letnią córką, polski patriota i niemiecki najeźdźca, niech będzie ge­stapowiec, wszystko co najgorsze. Pociąg wjeżdża do tunelu, robi się ciemno, rozlega się głośne cmokięcie i uderzenie gołą dłonią w poli­czek. Takie są fakty, taki jest przekaz – głośne cmoknięcie i uderze­nie gołą dłonią o policzek.

PODOBNE SŁOWA

Są takie dwa podobne słowa w języku an­gielskim: pheasant i peasant. Jedno oznacza: bażant, drugie: wie­śniak. Ktoś ponoć tłumaczył myśliwemu z zagranicy, że u nas wolno polować na wieśniaków, po dziesięć dolarów za odstrzał od sztuki… Stąd często bojąc się nieporozumień w rozmowie w obcym języku (zwłaszcza gdy nie znamy go najlepiej) zachowujemy się tak jak powinniśmy. Intuicyjnie stosujemy wszystkie zasady po­prawnej komunikacji. Mówimy głośno, wyraźnie, używamy prostych słów, konstruujemy proste zdania, patrzymy nie­pewnie w oczy rozmówcy i trzy razy spytamy, czy zostaliśmy dobrze zrozumiani. Opisujemy jeszcze na drugi sposób to samo, jeśli nam zależy na tyin, byśmy byli dobrze zrozumiani. Dokładnie tak powinniśmy się zachowywać w przypadku rozmowy w rodzimym języku, zwłaszcza gdy poruszamy tematy trudne do wyrażenia sło­wami, tematy intymne. I zawsze powinno mieć miejsce upewnienie się, czy zostaliśmy dobrze zrozumiani.

KŁAMSTWO I PRAWDA

Pamiętajmy jeszcze o jednym: Mamy w języku polskim takie słowa jak: «kłamstwo», «prawda», słowa, które są w gruncie rzeczy pojęciami. Słowo „stół”, określające rzecz, przedmiot, jest po­dobnie rozumiane przez wszystkich, słowo „kłamstwo” okre­ślające pojęcie dla każdego znaczy co innego. Jeżeh bym każ­demu z was – nie zrobię tego oczywiście – powiedział: „kłamiesz” w jakiejś sytuacji, to każdy by co innego odczuł. Ktoś by się na mnie ciężko obraził do końca życia, bo nikt mu jeszcze w życiu czegoś ta­kiego nie powiedział. U niego w rodzinie prawdomówność była na pierwszym miejscu. Mogły się różne rzeczy dziać, ale nie było w ogóle mowy o tym by skłamać. A ktoś inny powie: no to co? U niego się w domu kłamało, on kłamie i taki jest styl. Zobaczmy ilu polityków kłamie. Znam wprost taką sytuację – na stwierdzenie: „Pan Minister kłamie”, padła odpowiedź: „ Może rzeczywiście” i Pan Minister mówił płynnie dalej. Może rzeczywiście…W każdym razie pamiętajmy, że używając jakiegoś pojęcia w „kierunku” drugiej osoby, my wokół tego pojęcia widzimy cały obraz, czujemy jego określony dla nas ciężar gatunkowy, a ta osoba może zupełnie inną wagę do tego słowa przywiązywać. My się wówczr.s nie bardzo porozumiemy. Czasem użyję jakiegoś słowa, które dla mnie może zabrzmiało trochę niezgrabnie, a kogoś drugiego głęboko zrani­ło, bo z tym słowem, z tym pojęciem kojarzy głęboko negatywną treść. A ja aż tak źle nie myślałem, tak jakoś „mi się” użyło tego sło­wa. Tak więc rozumienie „wagi” używanych słów i pojęć też powinno być przedmiotem wyjaśnień i ustaleń.

W INTYMNEJ ROZMOWIE

Kiedy taka sytuacja powstaje w intymnej rozmowie między dwojgiem ludzi? Właśnie wtedy, kiedy my nie do końca chcemy siebie ujawnić; kiedy my coś mówimy, a myśhmy niedokładnie to samo. Wtedy w naszych oczach, na naszej twarzy jest to po prostu wypisa­ne. Nie wolno tak podchodzić do sytuacji, która ma wytworzyć jed­ność, bo jedności w ten sposób nie wytworzymy z całą pewnością.Przekaz często bywa niejasny, zawiły. Klarowny, jasny przekaz jest to umiejętność techniczna, i można nad tym pracować. Na przykład chcąc powiedzieć dziecku wychodzącemu na dwór, żeby włożyło czapkę, to zamiast powiedzieć: Jasiu, włóż czapkę i wspomóc to wciskając mu czapkę na głowę i wypychając za drzwi, załatwiając jednoznacznie sprawę, mogę powiedzieć: Wiesz, kochany synku, jak :ię tatuś kocha? Wiesz? – Tak. Tatuś cię bardzo kocha, wiesz?! A oan doktor powiedział, że będzie bardzo gorąco dzisiaj i jak ktoś wystawi główkę na słoneczko, to go może słoneczko porazić, on bę­dzie potem chory. Wiesz, że tatuś cię kocha? Tatuś nie chce, żeby Jasio był chory. Przecież on mnie już po trzech słowach nie słucha. Komunikat: „Włóż czapkę’ wspomagany gestem i Jaś wychodzi z czapkę na głowie.