SZCZYT SŁUCHANIA

Pamiętając o tym, czasem lepiej opowiedzieć zabawną historyj­kę, scenkę ilustrującą sedno sprawy, niż wypowiadać długi, ciężki, „gniotowaty” tekst.I tak, żebyście zapamiętali to, że trudno wszystko zapamiętać, to taka mi się scenka kojarzy. Mąż wraca do domu z kościoła – po­wiedzmy muszą chodzić osobno bo są malutkie dzieci – i żona pyta:Co ksiądz mówił?Hmmm,… kazanie.No, dobra ale o czym?No, o grzechu.Ale co powiedział?No, … był przeciwny.Popatrzcie, mniej więcej tyle zapamiętujemy. Popatrzmy na siebie krytycznie, czy my zawsze, wychodząc z kościoła po Mszy Świętej, tak naprawdę dokładnie potrafimy powtórzyć czytania, jakie słyszeliśmy. Co to tam w nich było? Zwłaszcza te starotestamentowe najtrudniej sobie odtworzyć. Prawda? Ale nie wystarczy usłyszeć i zrozumieć, co ktoś powiedział. Należałoby wyczuć, usłyszeć inten­cje mówiącego, o co mu chodzi. Ale to jeszcze nie koniec. Jeżeli mówimy o rozmowach, rozmowach intymnych, rozmowach powiedz­my męża i żony, które mają dotykać rzeczy subtelnych, trudno „nazywalnych”, gdzie ktoś bardzo zablokowany musi mówić o swoich bardzo, bardzo intymnych i bolących problemach. Wówczas słuchają­cy musi wznieść się na takie szczyty słuchania, żeby usłyszeć nie tylko to, co drugi mówi, ale nawet to, czego on nie mówi, o   czym nawet nie dopuszcza myśli, że to jest jego problemem. Tak więc najwyższą umiejętnością słuchania jest „usłyszeć” to, czego osoba mówiąca nawet nie artykułuje i czasem sobie nawet nie zdaje sprawy, że to jest jej bólem.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>