W SYTUACJI ROZWODOWEJ

Czasem zapytana kobieta bardzo cudownie i „super” precyzyjnie odpowie: Bo się nazbierało. I dokładnie dlatego ona wybuchła, bo się nazbierało. Kobiety reagują tak jak waga szalkowa: Jak w dniu ślubu jest zapas przyjemności, radości, to cokolwiek on by zrobił, zawsze ona powie: może głupio wyszło, ale on chciał dobrze… Jeżeli jednak po latach nazbiera się przykrości tyle, że przeważą, to choćby on miał najlepsze, najświętsze, naj­czystsze intencje, ona i w tym się dopatrzy złego. Jest to swo­ista „bezwładność” w uczuciach kobiety. I to jest to, co mówię mężczyznom w sytuacji rozwodowej. Przy­chodzi mężczyzna, żona wystąpiła o rozwód. Opisuje, często uczciwie i krytycznie, swoje winy, on chce je naprawić. Mówię: Słuchaj, mo­żemy spróbować, ale pół roku będziesz workiem treningowym. Pół roku – może trochę krócej, może dłużej, nie wiem – będziesz dosta­wał po głowie kwiatami, które przyniesiesz, dopóki ona nie uwierzy, że ty naprawdę chcesz się zmienić. Im bardziej jest zraniona, tym trudniej jej przyjąć twój nawet dobry, czysty gest za dobrą monetę. Ale jeżeli wytrwasz, to prędzej czy później się przez to przebijesz. Jeżeli to, co umieścisz na szalce dobra, w końcu przeważy, to jest szansa i możesz się z powrotem wkraść w łaski swojej żony i może­cie wszystko budować w jakimś sensie od nowa.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>