SPOSÓB PRZEKAZU

Przekaz w różny sposób może być nieumiejętny, może wręcz uniemożliwiać porozumienie. Jednym z poważnych błędów jest nie­zgodność przekazu słownego z przekazem pozasłownym (jest to sytuacja, kiedy moje usta mówią coś innego niż mimika). Weźmy taką sytuację: Przychodzą do nas znajomi w absolutnie fatalnym momencie, akurat w domu „bajzel”, jesteśmy wściekli, bo coś się nam nie udało, coś tam, coś tam i coś tam. Wchodzą, stają w drzwiach dostrzegh, że przyszli nie w porę. Powiedzą: Cześć! Chcieli­śmy wam tylko powiedzieć: „Dzień dobry”. Przechodziliśmy tędy. Będziecie mieli kiedyś czas, chętnie byśmy się spotkali. No to pa, lecimy. A my mówimy: Nie, …no…, proszę przecież wejdźcie, no wejdźcie (z wyraźną niechęcią w głosie). Co mają zrobić? Jak się odwrócą na pięcie i pójdą – powiemy: Ale niewychowani, przecież powiedzieliśmy, że mają wejść. Jeżeli wejdą – no to równie niewy­chowani bo: Przecież widzieli, że przyszli nie w porę. Ale tak na­prawdę to my jesteśmy winni, bo ich postawiliśmy w sytuacji bez wyjścia. Oni nie mogą się dobrze zachować po takim postawieniu sprawy, że my mówimy mimiką, twarzą: Nie wchodźcie, a słowami: Wejdźcie.

SFORMUŁOWANIE ZASADY

I można sformułować zasadę, która jest prawie nienaruszalna: interpretacja, tak do końca, nie będzie nigdy równa intencji. Musimy pamiętać, że w łańcuchu komunikacji, bo tak się to na­zywa: intencja – przekaz – odbiór -interpretacja, na każdym kroku można popełniać błędy, które utrudniają, a nawet u- niemożliwiają skuteczne komunikowanie się.Czy można popełniać błędy już na poziomie intencji? Można. Możemy zacząć nadawanie, nie wiedząc, o co nam chodzi. Wcale nie jest to takie rzadkie. Gderamy, marudzimy, gadamy, cze­piamy się, ale tak naprawdę nie wiemy, o co nam chodzi, co chcieli­byśmy osiągnąć.Jest błędem, również nierzadkim, ukrywanie własnych in­tencji. Ja wiem, o co mi chodzi, ale ja tego wprost nie powiem. Jest to w pewnym sensie nieuczciwość. W moim odczuciu coś takiego zda­rza się chyba częściej kobietom. One wiedzą, o co im chodzi, ale nie powiedzą. Jeżeli nie jesteś w stanie ujawnić w pełni tego, o co ci cho­dzi, to nie podejmuj próby porozumienia, bo to jest bez sensu. Dopie­ro jak się zdobędziesz na to, by ujawnić o co ci naprawdę chodzi, wte­dy podejmij próbę porozumienia się. Tu mówię oczywiście o sytuacji między osobami bliskimi, a nie o rozmowach na przystanku tramwa­jowym itd. Mówię o próbie zbudowania jedności między bliskimi oso­bami. Tu się mówi, że nadawca powinien być „przezroczysty”. On powinien ujawniać siebie.

NA CZYM POLEGA KOMUNIKOWANIE SIĘ

A ile żon całe życie marzy, żeby ten mąż się wreszcie do­myślił, a on się nie domyśla. Ja bym się domyśliła. I np. powie po dwudziestu latach małżeństwa: Ty mi przez całe życie nigdy nie przyniosłeś kwiatka. – Jak to nigdy? W rocznicę ślubu zawsze, na imieniny zawsze. No, ale tak dla mnie, jako dla kobiety, nie z obowiązku. A po co? Trzeba było powiedzieć, to bym ci przyniósł. Nie­stety mężczyźnie takie rzeczy trzeba dość łopatologicznie mówić. Bo mogą być nieporozumienia. Tak, jak w anegdocie z sąsiadem: Zona, widząc jak sąsiad wychodząc do pracy czule całuje swoją żonę na „do widzenia”, pyta swego męża: czy byś też tak nie mógł? Mąż: Ja?! Przecież ja jej w ogóle nie znam…Na czym polega samo komunikowanie się? Oczywiście nie chcę snuć jakichś naukowych teorii komunikacji, ale jednak pewne ele­menty sobie wybierzmy dla zobrazowania, posługując się tymi termi­nami, których w tej dziedzinie się używa.Jest więc nadawca, osoba, która w danej chwili ma coś do przekazania, i na drugim biegunie jest odbiorca, który ma ten przekaz odebrać. Nadawca ma „w sobie” jakąś intencję, którą chce przekazać, i przekazuje ją różnymi środkami wyrazu: mową, mimiką, gestami, na piśmie. A więc ma intencję i przekazuje ją. Od­biorca z kolei odbiera przekaz i interpretuje go, „domyśla się”, o co chodziło nadawcy.

WNIKLIWE SŁUCHANIE

Mamy wszyscy dużo do zrobienia w uczeniu się słuchania. Wnikliwe słuchanie określa się mianem słuchania empatycznego, empatii. Każdy człowiek ma jakiś wrodzony poziom empatii. Zwykle kobiety ten poziom mają wyższy niż mężczyźni. My mamy pewne możliwości rozwoju – możemy swą empatię rozwinąć, ale tylko do jakiegoś pułapu – i możemy z drugiej strony zniszczyć w sobie, tę wrodzoną umiejętność wsłuchiwania się w drugiego czło­wieka. Czasem jest w małżeństwie taka sytuacja, że kobieta w ogóle nad tym nie pracując, jest na wysokim poziomie empatycznego wczuwania się, a mężczyzna, który w pocie czoła całe życie pracował nad tym, żeby móc empatycznie słuchać drugiej osoby, nie doszedł do poziomu żony. Oczywiście bywa, że ona go oskarża: Jesteś gburowa- ty, jesteś okropny, jesteś straszny. Czemu nie jesteś taki jak ja? To jest niesprawiedliwe. Nie możemy żądać od ludzi czegoś, co jest poza zasięgiem możliwości. Świadomość tego bardzo może pomóc w na­braniu dystansu do czyichś „niemożliwości”, po prostu wiadomo: on tego poziomu już nie przekroczy.

SZCZYT SŁUCHANIA

Pamiętając o tym, czasem lepiej opowiedzieć zabawną historyj­kę, scenkę ilustrującą sedno sprawy, niż wypowiadać długi, ciężki, „gniotowaty” tekst.I tak, żebyście zapamiętali to, że trudno wszystko zapamiętać, to taka mi się scenka kojarzy. Mąż wraca do domu z kościoła – po­wiedzmy muszą chodzić osobno bo są malutkie dzieci – i żona pyta:Co ksiądz mówił?Hmmm,… kazanie.No, dobra ale o czym?No, o grzechu.Ale co powiedział?No, … był przeciwny.Popatrzcie, mniej więcej tyle zapamiętujemy. Popatrzmy na siebie krytycznie, czy my zawsze, wychodząc z kościoła po Mszy Świętej, tak naprawdę dokładnie potrafimy powtórzyć czytania, jakie słyszeliśmy. Co to tam w nich było? Zwłaszcza te starotestamentowe najtrudniej sobie odtworzyć. Prawda? Ale nie wystarczy usłyszeć i zrozumieć, co ktoś powiedział. Należałoby wyczuć, usłyszeć inten­cje mówiącego, o co mu chodzi. Ale to jeszcze nie koniec. Jeżeli mówimy o rozmowach, rozmowach intymnych, rozmowach powiedz­my męża i żony, które mają dotykać rzeczy subtelnych, trudno „nazywalnych”, gdzie ktoś bardzo zablokowany musi mówić o swoich bardzo, bardzo intymnych i bolących problemach. Wówczas słuchają­cy musi wznieść się na takie szczyty słuchania, żeby usłyszeć nie tylko to, co drugi mówi, ale nawet to, czego on nie mówi, o   czym nawet nie dopuszcza myśli, że to jest jego problemem. Tak więc najwyższą umiejętnością słuchania jest „usłyszeć” to, czego osoba mówiąca nawet nie artykułuje i czasem sobie nawet nie zdaje sprawy, że to jest jej bólem.

KAPITALNY SPRAWDZIAN

Dzieci są kapitalnym sprawdzianem, czujnikiem wskazującym błędy, które popełniają ludzie dorośli. Ja widzę jak dramatycznie mały czteroletni Janek przeżywa sytuację, w której on coś mówi, a tatuś nie patrzy na niego i nie słucha. On płacze: Ty mnie nie słu­chasz! Jemu się ciężko zebrać na mówienie, ale jak już coś mówi, to to ma być słuchane.Trzeba więc słyszeć, że ktoś mówi… Dalej: Usłyszeć, co po­wiedział. Otóż my co prawda słyszymy, ale zapamiętujemy z te­go, co słyszymy bardzo, bardzo niewiele. Słuchamy selektyw­nie, słyszymy to, co chcemy usłyszeć, a to, co nam nie odpowiada najchętniej odrzucamy. Słyszymy tak, jak chcielibyśmy słyszeć. Średnio biorąc, z godzinnego mówienia może z dziesięć procent przy dużej uwadze uda się zapamiętać.Ktoś, kto przygotowuje przemowę, powinien się zastanowić, które dziesięć procent ma być zapamiętane i jak to zrobić, żeby te najważniejsze punkty pozostały w pamięci. Są różne sposoby i tech­niki. Miałem profesora z fizyki, który przy wypowiadaniu najważ­niejszych praw fizycznych — to było dwadzieścia kilka łat temu — wchodził na stół i mówił: A teraz powiem o prawach Kirchoffa. To są tak ważne prawa, że ja wejdę na stół, żebyście pamiętali, że to są ważne prawa. I ja do dziś pamiętam, że prawa Kirchoffa są ważne. Dlaczego? Bo „Wiciu” wchodził na stół, jak mówił o tych prawach…

TAJEMNICA DOBREGO POROZUMIEWANIA

Tajemnica dobrego porozumiewania się tkwi wbrew pozorom wcale nie w dobrym mówieniu. Największą trudnością jest dobre słuchanie. Możemy wyróżnić parę szczebli umiejętności do­brego słuchania. Zróbmy to, żeby sobie uświadomić, jak wiel­ką sztuką jest słuchanie. Oczywiście można nie usłyszeć, że ktoś mówi. Powiecie: Chy­ba przesada. Przecież to jest oczywiste, jak mówi do mnie, stoi przede mną, to słyszę. Niekoniecznie. Weźmy taką sytuację: imieniny u cioci Frani i ktoś tam zaczyna coś mówić, ale jest nieśmiały. Po­wiedział coś cicho, ledwie zaczął, a już ktoś inny, „silniejszy” go za­głuszył. Drugi raz ten ktoś cicho zaczął, ale następny głośny go za­głuszył. No, to może spróbował trzeci raz, a może już nie. Na poże­gnanie najwyżej powiedzieli: Coś taki markotny dzisiaj był? Nic nie gadałeś!? Nie usłyszano, że on w ogóle chce coś powiedzieć. I czasem w tej naszej hałaśliwej kulturze łuckie, którzy mają jakieś opory, chowają się w skorupę i coraz trudniej jest im się odezwać. I mamy wśród nas, w naszych środowiskach, naszych rodzinach takie osoby pochowane w skorupach, bo się ich nie słucha.

ZWYKŁA TRUDNOŚĆ KULTUROWA

A jakże często słyszymy w rozmowach: Ja na twoim miejscu… Mąż mówi do żony: Ja na twoim miejscu… Gdzie on na jej miejscu!? □n może stanąć na podłodze w tym nuejscu, gdzie ona stała przed :hwilą. To wszystko. Ale nie stanie tam z jej psychiką, reakcjami… To jest bzdurne postawienie sprawy. Oczywiście wielką trudnością jest to, że jesteśmy inni. A w szczególności trudnością w porozumie­niu jest fakt, że my nie jesteśmy świadomi tego, że jesteśmy inni. Ty musisz to zrozumieć…Przecież to jest oczywiste… A ta druga osoba mówi dokładnie coś odwrotnego. No to się nie dogadają, jak nie dadzą sobie prawa do tego, że są i mogą być inni.No i zwykła trudność kulturowa: My po prostu w naszej kul­turze nie umiemy rozmawiać. Nasza kultura jest kulturą nadawania. My mamy mentalność widza, „oglądacza”. Słuchamy, a jak musimy wła­snymi słowami myśli sformułować, to już się robi kło­pot. A w komuni­kowaniu się nie możemy od tego uciec. Potocznie używamy słowa: Nadawanie… Czę­sto mężowie się skarżą: „Moja” cią­gle nadaje, nada­je…

NAPĘDZENI EMOCJAMI

Bardzo trudno się porozumiewać z osobami, które są napędzane emocjami i nie potrafią sytuacji w żaden sposób zobiektywizować. Osoby takie po prostu myślą, że to, co podpowiadają im emocje, że to, czego chcą w danej chwili, to jest obiektywna prawda. Im mocniej chcą, tym jest to „większa prawda”. Tu warto przypo­mnieć ostudzające pytanie, wyciszające własne emocje: Czy chciał­byś, żeby twój syn, czy chciałabyś, żeby twoja córka za lat dwadzie­ścia kilka…zrobił, zrobiła to co ty w tej chwili chcesz robić, na co masz ochotę? Takie spojrzenie stanowi próbę zobiektywizowania własnego poglądu na budzącą emocje sprawę, próbę stanięcia obok własnych emocji. Wówczas rozmowa staje się dużo prostsza.Często pojawia się w rozmowach, które też nie mają nic wspól­nego z prawdziwym komunikowaniem się, chęć porównywania się. Kto jest lepszy, ja czy ty? Nieraz całe rozmowy skupiają się na udowadnianiu sobie, kto jest lepszy.

NIEDOJRZAŁOŚĆ OSOBY

Bardzo poważną przeszkodą w porozumiewaniu się jest zwykła niedojrzałość osób, krótko mówiąc ich niedojrzałość do miłości. Jak ktoś jest niedojrzały do miłości, niezdolny do altruistycznego dawania, to on nawet w bardzo słusznej sprawie z niczego nie będzie w stanie ustąpić. Nie potrafi zrezygnować ze swoich ego­istycznych dążeń. I właściwie porozumienie z taką osobą jest po prostu niemożliwe, bo jak się tylko zahaczy o jego indywidualny, egoistyczny interes, to jest to koniec porozumiewania się. W sytuacji niedojrzałości osoby wyraźnym elementem utrudnia­jącym porozumienie jest brak pełnego posiadania siebie. Jeżeli ktoś nie włada sobą, jest np. tak zdominowany przez emocje, że musi robić to, co mu emocje podpowiadają, to z taką osobą też się nie porozumiemy. Możemy nawet usłyszeć: Ja rozumiem, przyznaję ra­cję… ale ja nie mogę sobie tego odmówić. I możemy gadać, mo­żemy przekonywać, … on zrozumie, zgodzi się, ale on nie potrafi zre­zygnować. Nie jest wolny, nie jest panem siebie.